Przyjrzałam mu się dokładniej. Dopiero teraz zauważyłam jak zmężniał, choć przy nim trudno jest używać tego słowa. Zawsze miał delikatne i drobne ciało, co przyprawiało mu wiele problemów. Teraz, z biegiem czasu, zauważyłam w nim coś innego, stał się pewniejszy siebie. Dodało mu to męskiej siły, która zakrywała jego wrażliwą duszę. Niezła z niego mieszanka, pewnie to ona kiedyś mi imponowała. Jestem tak wdzięczna losowi, że jest on teraz przy mnie. Przyniósł mi choć trochę ciepła i opieki, której życie zawsze mi żałowało. Z zamyślenia wyrwały mnie jego słowa:
- Może pooglądamy jakiś film? - Chciałam mu odpowiedzieć, ale przerwało mi pukanie do drzwi. Takanori zdezorientowany poszedł otworzyć. Mimowolnie zerknęłam przez okno. Ciemne niebo powoli pokrywały wiązanki gwiazd. Nie miałam pojęcia jak bardzo jest późno. I tak przez zmianę czasu nie zasnę.
- Kurwa, mówiłem, że chce być sam - Usłyszałam, jak blondyn szepnął. Gdy otworzył drzwi w progu stanęło dwóch mężczyzn. Byli o wiele wyżsi od Taki i bardziej muskularni i barczyści. Pierwszy wszedł blondyn z irokezem i grzywką oraz... zaraz... co to...? Opaska na nosie? Ubrany był w skórzaną kurtkę, carny T-shirt oraz workowate, krucze spodnie. W ręce trzymał ciemną butelkę, prawdopodobnie z alkoholem. Z wielkim uśmiechem na twarzy wepchnął się, krzycząc:
- Dawno ześmy się nie widzieli, malutki! - Pogłaskał po głowie mojego przyjaciela.
- Nie nazywaj mnie tak! - Wydarł się niższy i strącił jego rękę. Zaraz po nim wszedł brunet. Ubrany był w zwykłe, ciemne jeansy oraz ciemnoczerwony sweter. Niósł pełną siatkę jakiś przekąsek. Uśmiechnął się szczerze ukazując uroczy dołeczek. Ha, po lewej stronie, dokładnie tak jak mój.
- Hejka Ruki. Wiem, chciałeś być sam, ale martwiłem się trochę - Tłumaczył się, drapiąc swoje czarne kudły. Podał młodemu siatkę.
- Siema! Jestem Akira, a ty piękna? - Powiedział facet z irokezem, siadając na fotelu - Taka-chan przynieś jakieś szklanki, bo zgwinta pić nie będę! - Dodał, zanim zdąrzyłam odpowiedzieć mu.
- Więc jak? - Znów spytał, puszczając do mnie oko. Zarumieniłam się lekko, speszona tą sytuacją.
- Ayako - Rzekłam, przykrywając się dokładniej kocem.
- Suzuki, weź trzymaj na smyczy swoją bestię, bo inaczej wypierdolę cię z mieszkania! - Wydarł się znów Taka, kładąc z impetem szklanki na stoliku przy kanapie.
- Ok, nie gorączkuj się tak - Akira poddał się, podnosząc ręce. Za chwilę z kuchni wyszedł brunet, niosąc w rękach taboret. Ustawił go obok Suzukiego:
- Witaj, jestem Yutaka, ale wszyscy wołają na mnie Kai. Miło mi cię poznać - Grzecznie przedstawił się i uśmiechnął się, podając mi swoją dłoń. Uścisnęłam ją, powtarzając swoje imię. Kontast między tymi dwoma był tak widoczny, że nawet ślepiec by to zauważył. Takanori przyniósł jakieś przekąski i usiadł przy mnie. Po jego minie widać było, że nie podoba mu się ich wizyta.
- To skąd przybywasz, młoda? - Rzekł Akira, nalewając napój do szklanek. Nie wiem, czy był on już pijany, czy po prostu niezdarny, ale wylał część zawartości butelki na podłogę i stolik.
- Z Anglii - Odpowiedziałam. Blondyn z irokezem podał jedną szklankę brunetowi. Bezgłośnie spytał Takanoriego, czy też się napije.
- Wpierw spytaj gościa, debilu - Odszczekał młodszy.
- Nie, nie, ja dziękuję - Szybko rzekłam.
- No weź, trochę piwa ci nie zaszkodzi - Namawiał starszy blondyn. Uśmiechnął się łobuzersko. Ustawił dwie pełne szklanki przede mną i Taką. Nagle z kieszeni wyjął talię kart. Rzucił je na stół:
- Zagrajmy w makao! - Uradowany owinął ręką szyję bruneta. Obydwoje zaczęli się śmiać. Kai uderzył ramię blondyna.
- Ja nie gram - Odparł Taka, zakładając nogę na nogę. Odchylił głowę i przyglądał się sufitowi.
- Daj spokój, kipisz dzisiaj złością o byle co - rzekł spokojnie Akira. Na twarzy mojego przyjaciela pojawił się grymas i raptownie wstał:
- Bo mam już kurwa dosyć twojego debilizmu! - Zabrał ze stolika papierosy i wyszedł na balkon. Zapadła cisza, a każdy patrzył po sobie,nie rozumiejąc, co zaszło. Yutaka otworzył talię i zaczął mieszać karty.
- Nie chciałem... - Przyznał się Akira. Spuścił głowę i nerwowo zaczął bawić się palcami. Nie przypuszczałam, że przybierze miną skarconego dziecka. Poszłam do Taki. Oparł się o poręcz i zachłannie palił papierosa, wściekle ruszając nogą. Stanęłam obok niego, przyglądając się krajobrazowi. Nienawidzę zapachu dymu papierosowego, ale wiedziałam, że kłótnia z nim nie ma sensu. Już jako nastolatek palił, a moje słowa nie docierały do niego. Gdy jednego wypalił, chciał chwycić po następnego, ale w ostatniej chwili wyrwałam mu pudełko. Chciał coś wykrzyczeć, lecz gdy otworzył usta, żadne zdanie z nich nie wypłynęło. Westchnął ciężko i bąknął:
- Wynoś się - Nie ruszało mnie to. Kiedyś często się kłóciliśmy, więc oboje przywykliśmy do takich wyzwisk:
- Powiesz mi, o co chodzi? - Wzrok skierowany miał gdzieś w oddali. Nie należy on do osób, które otwarcie mówią o swoich uczuciach, wolą przemilczeć sprawę i samemu sobie z tym radzić.
- Zimno jest... Chodź do środka - Spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niego szczerze. Chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam go za sobą.
- Wygrałem! - Wykrzyczał Kai, rzucając ostatnią kartę na stół
- Oszukujesz! Jestem tego pewien! - Protestował drugi. Zaczął rzucać kartami na wszystkie strony, by sprawdzić, kiedy brunet go wykiwał. Drugi dostał ataku śmiechu i miotał się na fotelu. Takanori stanął przed szmatomordą i z impetem uderzył rękoma o stół. Nastała cisza, wszyscy czekali, aż w końcu ktoś się odezwie. Niższy spojrzał głęboko w oczy blondyna. Ten znieruchomiał jak kamień. Taka uśmiechnął się chytrze i wyjątkowo niskim głosem szepnął:
- Spróbuj wygrać ze mną - Usiadł przed nim i przyłożył pięść do dłoni, pstrykając przy tym palcami. Akira ocknął się, wyszczerzył się i zaczął zbierać karty. Nie spuszczali z siebie wzroku:
- To w co zagramy? - Zapytał z przebiegłym uśmieszkiem na twarzy.
- W pokera - Takanori przybliżył się, tak samo drugi i z zawziętą rywalizacją zabijali się wzrokiem. Spoczęłam na kanapie obok przyjaciela i zaczęłam sączyć napój. Jakieś piwo, nie jest aż takie złe. Suzuki rozdał karty i zaczęła się bitwa. Każdy przyglądał się ruchom graczy. Nastała cisza, którą najwyraźniej Kai chciał przerwać:
- Dajesz Ruki, skop mu dupę! - wszyscy zaśmiali się pod nosem. Postanowiłam się dołączyć:
- Zjedź gnoja!
- Co to ma być?! A kto będzie mi dopingował?! - Spytał oburzony blondyn z opaską. Wszyscy zaczęli się śmiać. Gra trwała, co chwila tylko ktoś brał łyk alkoholu. Po jakimś czasie razem z Kaiem dołączyliśmy do turnieju, choć żaden z nas nie znał zasad. Przepychaliśmy się, krzyczeliśmy i świetnie się bawiliśmy. Wpadliśmy w nastrój, w którym nie myśli się o problemach. Tego właśnie potrzebowałam. Ostatecznie nie wiadomo kto wygrał, a nawet kto dokładnie brał w tym udział. Z Yutaka poszłam przygotować coś do jedzenia:
- I jak się bawisz? - Spytał. Zajrzał do lodówki, w poszukiwaniu jakiś przekąsek.
- Świetnie - Odpowiedziałam.
- To dobrze... - W jego głosie słyszałam nutę smutku. Czyżby wiedział... nagle wszystkie emocje powróciły, a łzy znów napłynęły do mych oczu. Niepostrzeżenie wytarłam je.
- Nic tutaj nie ma - Rzekł, zamykając lodówkę. Ziewnął: - Chyba będę zbierał się do domu, jutro trzeba wstać do pracy.
- Ok, pójdę powiedzieć to Akirze - poszłam do salonu. Na kanapie leżał wyższy blondyn. Rozwalony na całym mebelku, głośno chrapał. Taka przykrył go kocem po czym uklęknął przed nim.
- Znów ten debil zasnął. Reita, wstawaj! - Wykrzyczał Kai, idąc w kierunku przyjaciół.
- Ciii... nie budź go... może zostać - wyszeptał Takanori. Brunet ciężko westchnął i rzekł:
- Ja już spadam. Proszę, przyjdź jutro do studia, trzeba dopracować "Discharge"
- Jasne - Odparł, wstając z podłogi.
- To narka, dobranoc! - Pomachał nam i wyszedł.
- Miły ten Yutaka - Odparłam. Taka zaczął się śmiać. Nie rozumiałam dlaczego - A nie jest?
- Niee, jasne, że jest z niego aniołek - Stwierdził sarkastycznie. Zabraliśmy się do sprzątania, a następnie wzięłam prysznic. Przyjemny chłód wody otulał moje ciało. Starałam się o niczym nie myśleć. Marzyłam tylko, by jutrzejszy dzień był udany. Pragnęłam śmiechu, radości i ciepła. Potrzebowałam opieki i obecności. Kogoś, kto pozwoli mi zapomnieć...
Gdy wyszłam, Taka zabrał moje bagaże do pokoju:
- Rozgość się, w szafie zrobiłem trochę miejsca. Jak będziesz czegoś potrzebowała, to znajdziesz mnie w pokoju na przeciwko.
- Taka-chan... - Zerknął na mnie - Dziękuję ci - Uśmiechnął się i mnie przytulił. Zaczęłam płakać, lecz chyba tym razem były to łzy szczęścia. Tyle dla mnie zrobił... a ja nic nie mogę mu dać. Chwyciłam mocno jego bluzkę. Nie chciałam, by odchodził, nigdy więcej.
- Powinnaś się położyć spać - Szepnął. Lekko się uśmiechnęłam:
- Ale ja nie zasnę.
- To posiedzę z tobą - Popatrzyłam w jego oczy. Pamiętam, jak kiedyś uwielbiałam wpatrywać się w ciemne barwy jego źrenic. Chwycił moja dłoń i zaprowadził do łóżka. Usiedliśmy na nim oboje:
- Czemu nazywają cię Rukim? - Zaczęłam rozmowę.
- To mój pseudonim. Każdy z nas ma jakiś.
- Ale czemu akurat rzeka? - Zdezorientowany spojrzał na mnie. Zaśmiałam się cicho i kontynuowałam: - W Afryce jest rzeka Ruki.
Zachichotał, ale tak, że wybuchałam śmiechem. Rozbraja mnie jego rechot. Gdy się uspokoiliśmy pytałam dalej:
- To jakie przezwiska mają Yutaka i Akira?
- Kai i Reita, przecież mówiliśmy tak do siebie, idiotko - żartował blondyn.
- A myślisz, że ja słucham, co wy mówicie? - Później zaczęliśmy rozmawiać o bzdetach, o ciuchach czy muzyce. Co chwila zamykał oczy, lecz budził się, by dotrzymać mi towarzystwa:
- Pamiętasz jak chodziliśmy po parku? Zaraz jak on się nazywal... pamiętasz może? - Spojrzałam na niego. Nie otrzymałam odpowiedzi, ponieważ zasnął. Wyglądał tak nie winnie, skulony na pościeli. Oh, jak śpi jest taki uroczy... tylko gdy śpi. Chwyciłam telefon i zaczęłam słuchać muzyki, czekając aż w końcu zasnę.
***
Ruki
Usłyszałem dobrze znany mi dźwięk. Chwyciłem telefon:
- Haalooo - Powiedziałem, ziewając
- Takanori, wstawaj, bo spóźnisz się - Powiedział Sakai. Po dłuższej chwili, gdy dotarło do mnie, co powiedział, odpowiedziałem:
- Jasne, jasne, już wstaję - Rozłączyłem się i zamknąłem oczy. Już po mału zasypiałem, gdy znów usłyszałem ten dźwięk:
- Już wstaję - Rzekłem do telefonu.
- No to dalej, ile można czekać - Rzuciłem na łóżko komórką i przykryłem twarz dłońmi. Po chwili przetarłem oczy i mozolnie podniosłem się. Przeciągnąłem się, cicho jęcząc. Spojrzałem za siebie. W końcu Ayako udało się zasnąć. Wyjąłem z jej uszu słuchawki i przykryłem dokładnie kołdrą. Powoli wstałem, ubrałem za duży sweter i, ciągnąc za sobą nogi, wyszedłem z pokoju. W duchu cieszyłem się, że nie wypiłem wczoraj tyle, by mieć kaca. Skierowałem się do kuchni, ale zatrzymałem się w połowie drogi. Na kapanie ujrzałem Reitę. No tak, znów u mnie zasnął, jak zwykle. Zaparzyłem dwie kawy, chwyciłem tabletki na kaca i wszystko zaniosłem na stolik. Telefon Akiry ciągle wibrował. Wiedziałem, że to menadżer do niego dzwoni. Wziąłek łyk kawy, delektując się jej gorzkim smakiem. Cisza panująca w pokoju była taka przyjemna, koiła mój nie obudzony jeszcze mózg. Taka słodka cisza, nic nie słychać... ZZZZZ. Akira zaczął znów chrapać. Chwyciłem kapcia i rzuciłem w niego:
- Obudź się wreszcie, idioto! - Otworzył jedno oko niewzruszony, po czym odwrócił się do mnie plecami i zakrył się cały kocem. No zaraz mnie kurwica weźmie! Z impetem zabrałem mu pled.
- No dobra, już wstaję, tylko oddaj mi koc, bo zimnooo - Wymruczał z pod poduszki.
- Nie, bo znów zaśniesz! - Rzuciłem materiał gdzieś w kąt i znów piłem kawę. Po dłuższej chwili Akira usiadł. Wciaż miał zamknięte oczy, a jego fryzura w niczym już nie przypominała irokeza. Każdy kosmyk układał się w inna stronę. Podniósł ostrożnie jedną powiekę i przyglądał mi się. Odwróciłem wzrok, skupiając się na napoju. Ni stąd ni zowąd blondyn złapał się za głowe:
- Cholera, mój łeb! - Podałem mu tabletki. Kiwnął w podzięce i połknął kapsułki. Bez pytania zaczął sączyć swoją kawę. Bywa on u mnie dość często. Moje narzekania na jego zachowanie go nie ruszają, więc zaakceptowałem to. Wstałem, by zrobić śniadanie. Po kilku minutach wróciłem z kanapkami:
- Dzięki - Bąknął i zaczęliśmy się posilać.
- Jak ma się Ayako? - Spytał
- W końcu udało jej się zasnąć.
- To dobrze. Yuu nam o wszystkim powiedział.
- Domyśliłem się... - wymamrotałem. - Żałuję, że nie mogę z nia zostać...
- Ja się nia mogę zająć, zobaczysz raz dwa i będzie w siódmym niebie - rzekł pewnie.
- Stul pysk! - Wykrzyczałem, ale na tyle cicho, by jej czasem nie obudzić
- Spokojnie, tylko żartuję - Zaśmiał się. Chwilę pomilczeliśmy.
- Mam dzisiaj spotkanie w sprawie Black Moral. Nie dam rady jej zawieźć do ojca. Hmm... - Zamyśliłem się chwilę.
- Znasz go? - Zainteresował się.
- Tak... - Spuściłem głowę. Akira najwyraźniej czekał na ciąg dalszy historii - Spędzałem wiele czasu u Ayako. Adachi-san często wysłuchiwał moich zmartwień... był jak ojciec - Suzuki z uwagą słuchał. Zacisnąłem pięści. Dlaczego on milczał? Czemu nikomu nic nie powiedział o chorobie? Tak samo jak Ayako czułem się winny . Doradzał mi, gdy tego potrzebowałem, nocowałem u niego, gdy bałem się wracać do domu, wspierał i w pewnym sensie opiekował się mną... Chwyciłem za paczkę papierosów i bez słowa wyszedłem na balkon. Panujący chłód kuł mnie, pomagając mi zapomnieć o cierpieniu. Już chciałem zapalić, gdy zorientowałem się, że nie zabrałem zapalniczki:
- Aki, przyniesiesz mi zapalniczkę? - Chwyciłem obręczy i przyglądałem się krajobrazowi. Zimą Tokio ma swój urok, jest takie spokojne.
- Proszę - Spojrzałem za siebie. Suzuki podał mi przedmiot i uśmiechnął się ciepło.
- Dzięki - wymamrotałem i zapaliłem. Nagle poczułem dużą dłoń na mojej głowie. Reita pogłaskał moje włosy:
- Chodź, bo przeziębisz gardło - Poczekał aż wypaliłem papierosa i weszliśmy do środka, szykując się do pracy. Cholera, jak ja go nienawidze!