sobota, 30 lipca 2016

Chizuru część 2

Ayako
Przyjrzałam mu się dokładniej. Dopiero teraz zauważyłam jak zmężniał, choć przy nim trudno jest używać tego słowa. Zawsze miał delikatne i drobne ciało, co przyprawiało mu wiele problemów. Teraz, z biegiem czasu, zauważyłam w nim coś innego, stał się pewniejszy siebie. Dodało mu to męskiej siły, która zakrywała jego wrażliwą duszę. Niezła z niego mieszanka, pewnie to ona kiedyś mi imponowała. Jestem tak wdzięczna losowi, że jest on teraz przy mnie. Przyniósł mi choć trochę ciepła i opieki, której życie zawsze mi żałowało. Z zamyślenia wyrwały mnie jego słowa:
- Może pooglądamy jakiś film? - Chciałam mu odpowiedzieć, ale przerwało mi pukanie do drzwi.  Takanori zdezorientowany poszedł otworzyć. Mimowolnie zerknęłam przez okno. Ciemne niebo powoli pokrywały wiązanki gwiazd. Nie miałam pojęcia jak bardzo jest późno. I tak przez zmianę czasu nie zasnę.
- Kurwa, mówiłem, że chce być sam - Usłyszałam, jak blondyn szepnął. Gdy otworzył drzwi w progu stanęło dwóch mężczyzn. Byli o wiele wyżsi od Taki i bardziej muskularni i barczyści. Pierwszy wszedł blondyn z irokezem i grzywką oraz... zaraz... co to...? Opaska na nosie? Ubrany był w skórzaną kurtkę, carny T-shirt oraz workowate, krucze spodnie. W ręce trzymał ciemną butelkę, prawdopodobnie z alkoholem. Z  wielkim uśmiechem na twarzy wepchnął się, krzycząc:
- Dawno ześmy się nie widzieli, malutki! - Pogłaskał po głowie mojego przyjaciela.
- Nie nazywaj mnie tak! - Wydarł się niższy i strącił jego rękę. Zaraz po nim wszedł brunet. Ubrany był w zwykłe, ciemne jeansy oraz ciemnoczerwony sweter. Niósł pełną siatkę jakiś przekąsek. Uśmiechnął się szczerze ukazując uroczy dołeczek. Ha, po lewej stronie, dokładnie tak jak mój.
- Hejka Ruki. Wiem, chciałeś być sam, ale martwiłem się trochę - Tłumaczył się, drapiąc swoje czarne kudły. Podał młodemu siatkę.
- Siema! Jestem Akira, a ty piękna? - Powiedział facet z irokezem, siadając na fotelu - Taka-chan przynieś jakieś szklanki, bo zgwinta pić nie będę! - Dodał, zanim zdąrzyłam odpowiedzieć mu.
- Więc jak? - Znów spytał, puszczając do mnie oko. Zarumieniłam się lekko, speszona tą sytuacją.
- Ayako - Rzekłam, przykrywając się dokładniej kocem.
- Suzuki, weź trzymaj na smyczy swoją bestię, bo inaczej wypierdolę cię z mieszkania! - Wydarł się znów Taka, kładąc z impetem szklanki na stoliku przy kanapie.
- Ok, nie gorączkuj się tak - Akira poddał się, podnosząc ręce. Za chwilę z kuchni wyszedł brunet, niosąc w rękach taboret. Ustawił go obok Suzukiego:
- Witaj, jestem Yutaka, ale wszyscy wołają na mnie Kai. Miło mi cię poznać - Grzecznie przedstawił się i uśmiechnął się, podając mi swoją dłoń. Uścisnęłam ją, powtarzając swoje imię. Kontast między tymi dwoma był tak widoczny, że nawet ślepiec by to zauważył. Takanori przyniósł jakieś przekąski i usiadł przy mnie. Po jego minie widać było, że nie podoba mu się ich wizyta.
- To skąd przybywasz, młoda? - Rzekł Akira, nalewając napój do szklanek. Nie wiem, czy był on już pijany, czy po prostu niezdarny, ale wylał część zawartości butelki na podłogę i stolik.
- Z Anglii - Odpowiedziałam. Blondyn z irokezem podał jedną szklankę brunetowi. Bezgłośnie spytał Takanoriego, czy też się napije.
- Wpierw spytaj gościa, debilu - Odszczekał młodszy.
- Nie, nie, ja dziękuję - Szybko rzekłam.
- No weź, trochę piwa ci nie zaszkodzi - Namawiał starszy blondyn. Uśmiechnął się łobuzersko. Ustawił dwie pełne szklanki przede mną i Taką. Nagle z kieszeni wyjął talię kart. Rzucił je na stół:
- Zagrajmy w makao! - Uradowany owinął ręką szyję bruneta. Obydwoje zaczęli się śmiać. Kai uderzył ramię blondyna.
- Ja nie gram - Odparł Taka, zakładając nogę na nogę. Odchylił głowę i przyglądał się sufitowi.
- Daj spokój, kipisz dzisiaj złością o byle co - rzekł spokojnie Akira. Na twarzy mojego przyjaciela pojawił się grymas i raptownie wstał:
- Bo mam już kurwa dosyć twojego debilizmu! - Zabrał ze stolika papierosy i wyszedł na balkon. Zapadła cisza, a każdy patrzył po sobie,nie rozumiejąc, co zaszło. Yutaka otworzył talię i zaczął mieszać karty.
- Nie chciałem... - Przyznał się Akira. Spuścił głowę i nerwowo zaczął bawić się palcami. Nie przypuszczałam, że przybierze miną skarconego dziecka. Poszłam do Taki. Oparł się o poręcz i zachłannie palił papierosa, wściekle ruszając nogą. Stanęłam obok niego, przyglądając się krajobrazowi. Nienawidzę zapachu dymu papierosowego, ale wiedziałam, że kłótnia z nim nie ma sensu. Już jako nastolatek palił, a moje słowa nie docierały do niego. Gdy jednego wypalił, chciał chwycić po następnego, ale w ostatniej chwili wyrwałam mu pudełko. Chciał coś wykrzyczeć, lecz gdy otworzył usta, żadne zdanie z nich nie wypłynęło. Westchnął ciężko i bąknął:
- Wynoś się - Nie ruszało mnie to. Kiedyś często się kłóciliśmy, więc oboje przywykliśmy do takich wyzwisk:
- Powiesz mi, o co chodzi? - Wzrok skierowany miał gdzieś w oddali. Nie należy on do osób, które otwarcie mówią o swoich uczuciach, wolą przemilczeć sprawę i samemu sobie z tym radzić.
- Zimno jest... Chodź do środka - Spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niego szczerze. Chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam go za sobą.
- Wygrałem! - Wykrzyczał Kai, rzucając ostatnią kartę na stół
- Oszukujesz! Jestem tego pewien! - Protestował drugi. Zaczął rzucać kartami na wszystkie strony, by sprawdzić, kiedy brunet go wykiwał. Drugi dostał ataku śmiechu i miotał się na fotelu. Takanori stanął przed szmatomordą i z impetem uderzył rękoma o stół. Nastała cisza, wszyscy czekali, aż w końcu ktoś się odezwie. Niższy spojrzał głęboko w oczy blondyna. Ten znieruchomiał jak kamień. Taka uśmiechnął się chytrze i wyjątkowo niskim głosem szepnął:
-  Spróbuj wygrać ze mną - Usiadł przed nim i  przyłożył pięść do dłoni, pstrykając przy tym palcami. Akira ocknął się, wyszczerzył się i zaczął zbierać karty. Nie spuszczali z siebie wzroku:
- To w co zagramy? - Zapytał z przebiegłym uśmieszkiem na twarzy.
- W pokera - Takanori przybliżył się, tak samo drugi i z zawziętą rywalizacją zabijali się wzrokiem. Spoczęłam na kanapie obok przyjaciela i zaczęłam sączyć napój. Jakieś piwo, nie jest aż takie złe. Suzuki rozdał karty i zaczęła się bitwa. Każdy przyglądał się ruchom graczy. Nastała cisza, którą najwyraźniej Kai chciał przerwać:
- Dajesz Ruki, skop mu dupę! - wszyscy zaśmiali się pod nosem. Postanowiłam się dołączyć:
- Zjedź gnoja!
- Co to ma być?! A kto będzie mi dopingował?! - Spytał oburzony blondyn z opaską. Wszyscy zaczęli się śmiać. Gra trwała, co chwila tylko ktoś brał łyk alkoholu. Po jakimś czasie razem z Kaiem dołączyliśmy do turnieju, choć żaden z nas nie znał zasad. Przepychaliśmy się, krzyczeliśmy i świetnie się bawiliśmy. Wpadliśmy w nastrój, w którym nie myśli się o problemach. Tego właśnie potrzebowałam. Ostatecznie nie wiadomo kto wygrał, a nawet kto dokładnie brał w tym udział. Z Yutaka poszłam przygotować coś do jedzenia:
- I jak się bawisz? - Spytał. Zajrzał do lodówki, w poszukiwaniu jakiś przekąsek.
- Świetnie - Odpowiedziałam.
- To dobrze... - W jego głosie słyszałam nutę smutku. Czyżby wiedział... nagle wszystkie emocje powróciły, a łzy znów napłynęły do mych oczu. Niepostrzeżenie wytarłam je.
- Nic tutaj nie ma - Rzekł, zamykając lodówkę. Ziewnął: - Chyba będę zbierał się do domu, jutro trzeba wstać do pracy.
- Ok, pójdę powiedzieć to Akirze - poszłam do salonu. Na kanapie leżał wyższy blondyn. Rozwalony na całym mebelku, głośno chrapał. Taka przykrył go kocem po czym uklęknął przed nim.
- Znów ten debil zasnął. Reita, wstawaj! - Wykrzyczał Kai, idąc w kierunku przyjaciół.
- Ciii... nie budź go... może zostać - wyszeptał Takanori. Brunet ciężko westchnął i rzekł:
- Ja już spadam. Proszę, przyjdź jutro do studia, trzeba dopracować "Discharge"
- Jasne - Odparł, wstając z podłogi.
- To narka, dobranoc! - Pomachał nam i wyszedł.
- Miły ten Yutaka - Odparłam. Taka zaczął się śmiać. Nie rozumiałam dlaczego - A nie jest?
- Niee, jasne, że jest z niego aniołek - Stwierdził sarkastycznie. Zabraliśmy się do sprzątania, a następnie wzięłam prysznic. Przyjemny chłód wody otulał moje ciało. Starałam się o niczym nie myśleć. Marzyłam tylko, by jutrzejszy dzień był udany. Pragnęłam śmiechu, radości i ciepła. Potrzebowałam opieki i obecności. Kogoś, kto pozwoli mi zapomnieć...
Gdy wyszłam, Taka zabrał moje bagaże do pokoju:
- Rozgość się, w szafie zrobiłem trochę miejsca. Jak będziesz czegoś potrzebowała, to znajdziesz mnie w pokoju na przeciwko.
- Taka-chan... - Zerknął na mnie - Dziękuję ci - Uśmiechnął się i mnie przytulił. Zaczęłam płakać, lecz chyba tym razem były to łzy szczęścia. Tyle dla mnie zrobił... a  ja nic nie mogę mu dać. Chwyciłam mocno jego bluzkę. Nie chciałam, by odchodził, nigdy więcej.
- Powinnaś się położyć spać - Szepnął. Lekko się uśmiechnęłam:
- Ale ja nie zasnę.
- To posiedzę z tobą - Popatrzyłam w jego oczy. Pamiętam, jak kiedyś uwielbiałam wpatrywać się w ciemne barwy jego źrenic. Chwycił moja dłoń i zaprowadził do łóżka. Usiedliśmy na nim oboje:
- Czemu nazywają cię Rukim? - Zaczęłam rozmowę.
- To mój pseudonim. Każdy z nas ma jakiś.
- Ale czemu akurat rzeka? - Zdezorientowany spojrzał na mnie. Zaśmiałam się cicho i kontynuowałam: - W Afryce jest rzeka Ruki.
Zachichotał, ale tak, że wybuchałam śmiechem. Rozbraja mnie jego rechot. Gdy się uspokoiliśmy pytałam dalej:
- To jakie przezwiska mają Yutaka i Akira?
- Kai i Reita, przecież mówiliśmy tak do siebie, idiotko - żartował blondyn.
- A myślisz, że ja słucham, co wy mówicie? - Później zaczęliśmy rozmawiać o bzdetach, o ciuchach czy muzyce. Co chwila zamykał oczy, lecz budził się, by dotrzymać mi towarzystwa:
- Pamiętasz jak chodziliśmy po parku? Zaraz jak on się nazywal... pamiętasz może? - Spojrzałam na niego. Nie otrzymałam odpowiedzi, ponieważ zasnął. Wyglądał tak nie winnie, skulony na pościeli. Oh, jak śpi jest taki uroczy... tylko gdy śpi. Chwyciłam telefon i zaczęłam słuchać muzyki, czekając aż w końcu zasnę.

***

Ruki
Usłyszałem dobrze znany mi dźwięk. Chwyciłem telefon:
- Haalooo - Powiedziałem, ziewając
- Takanori, wstawaj, bo spóźnisz się - Powiedział Sakai. Po dłuższej chwili, gdy dotarło do mnie, co powiedział, odpowiedziałem:
- Jasne, jasne, już wstaję - Rozłączyłem się i zamknąłem oczy. Już po mału zasypiałem, gdy znów usłyszałem ten dźwięk:
- Już wstaję - Rzekłem do telefonu.
- No to dalej, ile można czekać - Rzuciłem na łóżko komórką i przykryłem twarz dłońmi. Po chwili przetarłem oczy i mozolnie podniosłem się. Przeciągnąłem się, cicho jęcząc. Spojrzałem za siebie. W końcu Ayako udało się zasnąć. Wyjąłem z jej uszu słuchawki i przykryłem dokładnie kołdrą. Powoli wstałem, ubrałem za duży sweter i, ciągnąc za sobą nogi, wyszedłem z pokoju. W duchu cieszyłem się, że nie wypiłem wczoraj tyle, by mieć kaca. Skierowałem się do kuchni, ale zatrzymałem się w połowie drogi. Na kapanie ujrzałem Reitę. No tak, znów u mnie zasnął, jak zwykle. Zaparzyłem dwie kawy, chwyciłem tabletki na kaca i wszystko zaniosłem na stolik. Telefon Akiry ciągle wibrował. Wiedziałem, że to menadżer do niego dzwoni. Wziąłek łyk kawy, delektując się jej gorzkim smakiem. Cisza panująca w pokoju była taka przyjemna, koiła mój nie obudzony jeszcze mózg. Taka słodka cisza, nic nie słychać... ZZZZZ. Akira zaczął znów chrapać. Chwyciłem kapcia i rzuciłem w niego:
- Obudź się wreszcie, idioto! - Otworzył jedno oko niewzruszony, po czym odwrócił się do mnie plecami i zakrył się cały kocem. No zaraz mnie kurwica weźmie! Z impetem zabrałem mu pled.
- No dobra, już wstaję, tylko oddaj mi koc, bo zimnooo - Wymruczał z pod poduszki.
- Nie, bo znów zaśniesz! - Rzuciłem materiał gdzieś w kąt i znów piłem kawę. Po dłuższej chwili Akira usiadł. Wciaż miał zamknięte oczy, a jego fryzura w niczym już nie przypominała irokeza. Każdy kosmyk układał się w inna stronę. Podniósł ostrożnie jedną powiekę i przyglądał mi się. Odwróciłem wzrok, skupiając się na napoju. Ni stąd ni zowąd blondyn złapał się za głowe:
- Cholera, mój łeb! - Podałem mu tabletki. Kiwnął w podzięce i połknął kapsułki. Bez pytania zaczął sączyć swoją kawę. Bywa on u mnie dość często. Moje narzekania na jego zachowanie go nie ruszają, więc zaakceptowałem to. Wstałem, by zrobić śniadanie. Po kilku minutach wróciłem z kanapkami:
- Dzięki - Bąknął i zaczęliśmy się posilać.
- Jak ma się Ayako? - Spytał
- W końcu udało jej się zasnąć.
- To dobrze. Yuu nam o wszystkim powiedział.
- Domyśliłem się... - wymamrotałem. - Żałuję, że nie mogę z nia zostać...
- Ja się nia mogę zająć, zobaczysz raz dwa i będzie w siódmym niebie - rzekł pewnie.
- Stul pysk! - Wykrzyczałem, ale na tyle cicho, by jej czasem nie obudzić
- Spokojnie, tylko żartuję - Zaśmiał się. Chwilę pomilczeliśmy.
- Mam dzisiaj spotkanie w sprawie Black Moral. Nie dam rady jej zawieźć do ojca. Hmm... - Zamyśliłem się chwilę.
- Znasz go? - Zainteresował się.
- Tak... - Spuściłem głowę. Akira najwyraźniej czekał na ciąg dalszy historii - Spędzałem wiele czasu u Ayako. Adachi-san często wysłuchiwał moich zmartwień... był jak ojciec - Suzuki z uwagą słuchał. Zacisnąłem pięści. Dlaczego on milczał? Czemu nikomu nic nie powiedział o chorobie? Tak samo jak Ayako czułem się winny . Doradzał mi, gdy tego potrzebowałem, nocowałem u niego, gdy bałem się wracać do domu, wspierał i w pewnym sensie opiekował się mną... Chwyciłem za paczkę papierosów i bez słowa wyszedłem na balkon. Panujący chłód kuł mnie, pomagając mi zapomnieć o cierpieniu. Już chciałem zapalić, gdy zorientowałem się, że nie zabrałem zapalniczki:
- Aki, przyniesiesz mi zapalniczkę? - Chwyciłem obręczy i przyglądałem się krajobrazowi. Zimą Tokio ma swój urok, jest takie spokojne.
- Proszę - Spojrzałem za siebie. Suzuki podał mi przedmiot i uśmiechnął się ciepło.
- Dzięki - wymamrotałem i zapaliłem. Nagle poczułem dużą dłoń na mojej głowie. Reita pogłaskał moje włosy:
- Chodź, bo przeziębisz gardło - Poczekał aż wypaliłem papierosa i weszliśmy do środka, szykując się do pracy. Cholera, jak ja go nienawidze!


czwartek, 28 lipca 2016

Chizuru - część 1

Nie miałam pojęcia jak podzielić ten długi wpis, dlatego rozdział podzieliłam na dwie części. Mam nadzieje, że nie przerazi was ta ciągła zmiana narracji. Jestem jak Ruki, chcę jak najlepiej oddać emocje :P
Miłej lektury

A.


Ayako
Podniosłam zapłakaną twarz. Jak mogę teraz do ciebie napisać, skoro nie rozmawialiśmy od 8 lat? Ale jesteś jedyną osobą, którą może mi pomóc. Wytarłam policzki, wzięłam głęboki oddech i wysłałam wiadomość. Zaplotłam palce, modląc się, że odpiszesz. Przez głowę przeszła mi myśl, jak bardzo się zmieniłeś i czy nadal jesteś tym wrażliwym chłopakiem? Wciąż nie słyszałam rzadnego dźwięku. Zrezygnowana położyłam się na łóżko. Z telefonu puściłam muzykę, która kojarzyła mi się z chwilami radości i naszą przyjaźnią. Płacząc, uśmiechnęłam się lekko. W mej głowie pojawił się obraz z przeszłości. Biegłeś w moją stronę z miną uradowanego dziecka, a w ręku trzymałeś nową płytę Luna Sea. Wiedziałeś, że nie przepadam za tego typu muzyką, ale nalegałeś bym przesłuchała ją z tobą. Widząc radość w twoich ciemnych oczach, nie mogłam odmówić. Usiadłeś obok mnie, oparłam głowę o twój bark i z zamkniętymi oczami wsłuchaliśmy się w melodię. Dopiero po wyjeździe pokochałam tą piosenkę, bo przypominała mi o tobie. Nagle usłyszałam dźwięk powiadomienia. Wyskoczyłam z łóżka i podeszłam do komputera. Moje serce choć raz od dłuższego czasu otoczyło przyjemne ciepło. Na ekranie widniał napis: "Powiedz tylko, gdzie i kiedy, a zawsze Ci pomogę". Szepnęłam ciche "arigatou", zamknęłam laptopa i znów wróciłam pod kołdrę, starając się zasnąć.


***


Narrator
- Weź go wyprzedź! No dalej! Pospiesz się! Nie! Skręć w prawo!
- Cholera, Taka zamknij mordę, bo zaraz wysadzę cię tutaj i pójdziesz pieszo! - Wydarł się Yuu. Młodszy zamilkł, delikatnie nadął policzki, skrzyżował ręce i przekręcił głowe w stronę szyby. Co chwila nerwowo zerkał na zegarek i obracał wisiorek między palcami. Yuu uspokoił się, ciężko westchnął i zapytał:
- Kto? - Blondyn zdezorientowany spojrzał na kierowcę - Po kogo jedziemy?
- Przyjaciółka z szkolnych czasów.
- Serio? Zaprzątasz sobie głowę jakąś starą koleżanką? - Wszyscy wokół wiedzieli, że nie mają oni czasu na bzdety z przeszłości.
- Ona jest inna. Jako jedyna akceptowała moją fascynację muzyką i wierzyła w mój sukces - Yuu spojrzał na przyjaciela. Z jedej strony rozumiał go, ale obawiał się, że może wyjść z tego coś niedobrego. Ostatnie minuty drogi przebyli w ciszy. Gdy się zatrzymali, Takanori wyskoczył z samochodu jak porażony, szybko założył okulary przeciwsłoneczne i wbiegł do środka. Brunet zrezygnowany zakluczył samochód i poszedł w kierunku przyjaciela. Marzył tylko o tym, by jak najszybciej wrócić do domu i spać. Gdy znaleźli się w odpowiednim miejscu Yuu usiadł na podłodze i z nudów zaczął tweetować, a młodszy to chodził w kółko, to stawał na palcach, by spojrzeć na wychodzących za drzwi ludzi. 
- Przestań latać jak oszalały i weź usiądź - Brunet klapnął obok ręką o podłogę. Blondych chwilę zastanawiał się, zerkając to na zegar, to na chłopaka. W końcu zrobił, tak jak starszy powiedział. 
- No więc, co ją tu sprowadza? - Zaczął rozmowę Aoi, który nie mógł patrzeć, jak drugi zaraz rozerwie swój wisior z nerwów.
- Nie mam pojęcia. Napisała, że potrzebuje mnie
- Uuu, czyli widzę, że to coś większego
- Weź przestań! - Uderzył pięścią w ramię starszego. Ten się zaśmiał pod nosem i kontynuował:
- A domyślasz się, o co może chodzić? - Blondyn spuścił głowę
- ... nie... Nie rozmawialiśmy ze sobą od naszego rozstania...
-A kiedy to było?
- Jakieś... 8 lat temu...
- Co!? - Wydarł się trochę za głośno. Ludzie przechodzący obok patrzyli ze zdziwieniem na dwóch facetów z okularami przeciwsłonecznymi.  
- Tak było lepiej
- Ale skąd wiesz, czy to czasem nie jakaś psychofanka? Nie masz pojęcia, jak bardzo się zmieniła! Nie zamierzam spędzić wolnego czasu, uciekają przed opętaną szaleńczą miłością babą!
- Ona taka nie jest, mówiłem ci już! Skoro napisała, to znaczy, że jest to coś ważnego.
- No mam nadzieje, bo inaczej stawiasz mi piwo... 
W milczeniu siedzieli, pogrążeni w swoich myślach.


***


Ayako
Odebrałam swój bagaż i ruszyłam niepewnie przed siebie. Patrzyłam na mijających ludzi, szukając znajomej twarzy. Niepokój coraz bardziej we mnie narastał. Jak ja go rozpoznam? W końcu minęło tyle czasu. Założyłam włosy za ucho i kręciłam głową na wszystkie strony. No gdzie jest ten pieprzony kurdupel?! Przeszłam kilka razy te same drogi i nic, nie rozpoznałam go w żadnej osobie. Wyjęłam telefon, szukając jakiegokolwiek ratunku. Nagle wśród kontaktów znalazłam jego numer. Nie miałam pojęcia, że jest on zapisany. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam... czekałam... i już miałam odrzucić połączenie, gdy usłyszałam niski głos... JEGO głos:
- Halo? - Nie docierało do mnie, że to naprawdę on. Nie mogłam uwierzyć, że po tylu latach znów go słyszę. W pewnym momencie się ocknęłam i szybko rzekłam:
- Taka- chan! - Tylko tyle dałam z siebie wydusić. Łzy popłynęły po moich policzkach. Przez jakiś czas nikt się nie odzywał. Szłam powoli przed siebie. W oddali ujrzałam jak z podłogi z impetem wstaje młody blondyn w okularach przeciwsłonecznych. Stanął nieruchomo, trzymając przy uchu telefon. Wtedy uświadomiłam sobie, że to właśnie on. Ta same chude nogi, niski wzrost, delikatne rysy twarzy. Odsunęłam telefon i cicho szlochałam. Chłopak coś mówił, ale nie słuchałam już tego. Znów się wydarłam:
- Taka-chan! - Chłopak odwrócił się i stanął jak wryty. Patrzyliśmy na siebie, przypominając sobie młodzieńcze lata. Powoli stawiał kroki w moją stronę, tak jakby bał się, że zaraz obudzi się ze snu. Wyciągnął rękę w moją stronę i zatrzymał się dopiero kilka centymetrów przede mną. Położył dłoń na mojej głowie, lekko głaszcząc moje włosy. Zacisnęłam powieki, bojąc się, że zaraz to wszystko zniknie. Łzy nadal spływały po mojej twarzy. Nagle rzuciłam mu się na szyję i wtuliłam się w jego ramię, głośno szlochając. Odwzajemnił mój uścisk i cicho szeptał:
- Już... spokojnie... jestem przy... tobie - łamał mu się głos. Wtedy zrozumiałam, jak bardzo za nim tęskniłam i jak bardzo go kocham. Zawsze chronił mnie, opiekował się mną i pocieszał. Jest dla mnie jak brat, którego potrzebowałam. 
- Już dosyć tych czułości, bo aż mi się robi niedobrze - Sielankę przerwał nieznany mi głos. Spojrzałam na jego właściciela. Wysoki, dość blady brunet z dwoma kolczykami przy dolnej wardze. On również nosił okulary przeciwsłoneczne. Co jest, Słońce tutaj topi oczy, czy jak? Odeszłam od przyjaciela i wytarłam twarz. Blondyn przedstawił nas sobie:
- Yuu, to Ayako. Ayako to Yuu - Zerknęłam na niego. Wykrzywił twarz i zapytał:
- Z jakiego powodu każesz mi jechać taki szmat drogi? - Odrychowo chwyciłam rękę przyjaciela. Cała drżałam, co musiał to zauważyć Taka, który ze zmartwieniem i zdziwnieniem przyglądał mi się. Wtedy wykrzyczałam:
- Zabierz mnie szybko do szpitala! - Oboje otworzyli szerzej oczy i biegiem ruszyliśmy do samochodu. Nie byłam w stanie powiedzieć im, co się dzieje, łzy wciąż ciekły po moich policzkach. Młodszy siedział ze mną na tylnich siedzeniach,objął mnie, gładził moje włosy i szepał:
- Ciii... już dobrze... - Yuu, który w czasie jazdy ściągnął okulary, co chwila patrzył na nas przez lusterko, jakby sprawdzał, czy gdzieś nie wysiedliśmy po drodze. Raptownie skręcił na parking obok szpitala.


***


Ayako
Biegłam jak oszalała, przepychając się między ludźmi.
- Pokój 207... pokój 207... 207 - Wciąż powtarzałam sobie w myślach. Skakałam wzrokiem z jednej plakietki na drugą. Słyszałam, jak chłopaki wołają za mną moje imię, ale nie przejmowałam się tym. Myślałam tylko o tym, by zdążyć, muszę go zobaczyć. Nagle zastygłam w miejscu. Przez szybę ujrzałam osobę, której szukałam. Przycisnęłam dłońmi usta, by nie wydać z siebie jęku pełnego żalu, bólu i wyrzutów sumienia. Chłopaki stanęli za mną, nie wiedząc co zrobić. Takanori zerknął do pokoju. Nagle na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Widziałam, jak jego drobne ciało drżało, tak samo jak moje. Bałam się... strasznie się bałam. Poczułam jak ktoś kładzie dłoń na moim barku. 
- No idź, napewno się ucieszy - Odwróciłam lekko głowę i ujrzałam piękne, ciemne ślepia Yuu. Delikatnie i przyjaźnie uśmiechnął się do mnie i pogładził moje włosy. Prawie niedostrzegalnie kiwnęłam i weszłam do środka. 
- Ty nie idziesz? - Usłyszałam pytanie skierowane do Taki
- ...Nie...
Cicho i niepewnie stawiałam kroki. Trzęsłam się niemiłosiernie i nagle zatrzymałam się. Nie mogłam znieść widoku chudej ręki zwisającej bezwładnie, białej pościeli otulającej ciało, wysuszonych, posiniaczonych ust i pozbawionych blasku oczu. Te niegdyś błękitne oczy, teraz nieobecne, pociemniałe obserwowały sufit. Za przedramiona złapał mnie brunet i spokojnie popychał mnie do przodu. Pomógł mi usiąść, a sam oddalił się kawałek, opierając się o ścianę. Przejechałam palcem po dłoni pacjenta. Ani drgnął. W końcu udało mi się coś powiedzieć:
- Tato... - Mężczyzna przekręcił lekko głowę w moją stronę. Z trudem uśmiechnął się:
- Córciu... wróciłaś... - Chwyciłam mocno jego wychudzoną dłoń i ucałowałam delikatnie jego czoło:
- Tak tatusiu... jestem tu... tu, przy tobie - Kciukiem łagodnie głaskał moją rękę. W głowie pojawiało mi się wiele obrazów: moment, gdy uczył mnie jeździć na rowerze, gdy zaprowadził mnie do szkoły mówiąc "Pokaż ile jesteś warta", gdy na urodziny zabrał mnie do Disneylandu, nawet to gdy krzyczał, gdy w nocy wróciłam z imprezy. Tak bardzo brakowało mi tamtych chwil, a teraz nie wiedziałam, czy jutro znów go zobaczę. Chwyciłam mocno jego dłoń, bojąc się, że zaraz rozsypie się w pył. Jego wargi trząsły się od wysiłku:
- Kocham cię... 
- Oczywiście tatusiu! Też cię kocham! - Wciąż płakałam. Nie chciałam się z nim żegnać. Wyrzuty sumienia zżerały mnie od środka, pochłonęły całą moją duszę. Zostawiłam go samego... w momencie, gdy potrzebował mnie najbardziej. 
- Spokojnie, już nic nie mów. Wszystko będzie dobrze... - Głaskałam jego suche i sztywne włosy. Był jak roślina, która więdła z samotności - Pamiętasz? Mówiłeś, że nie zostawisz mnie samej... - Spojrzał gdzieś w kąt i rzekł:
- Bo tak będzie... nigdy nie będziesz sama - Podniósł rękę i wytarł moją łzę. Uśmiechnął się ciepło i położył rękę na pościeli. Wtedy do pokoju weszła pielęgniarka:
- Przepraszam, ale czas wizyt już minął - Nie docierały do mnie te słowa. Chciałam jak najdłużej siedzieć przy nim. Powoli zamykał oczy, zasypiając. Słyszałam, że jego serce wciąż bije, co niezmiernie mnie cieszyło. Znów ktoś chwycił moje przedramiona i szepnął mi do ucha:
- Musimy wyjść... - Podniosłam się, a Yuu obejmując mnie ręką wyprowadził na korytarz. Przy drzwiach, na podłodze siedział Taka. Czoło miał oparte o ręce, a je położył na zgiętych nogach. Szybko wyjął okulary przeciwsłoneczne i wstał.  Brunet kiwnął głową i zaczął nas prowadzić.  Szliśmy wzdłuż korytarza:
- Poczekajcie tu chwilę, zaraz wrócę - Zapewniał nas najstarszy. Takanori podszedł do mnie, położył dłoń na mojej głowie i delikatnie mnie przytulił. Zacisnęłam ręce na jego koszuli, pozwalając łzom lecieć. Słysząc jego bicie serca, powoli uspokajałam się. Cieszyłam się, że w tak trudnej chwili jest ze mną. Nagle zauważyłam Yuu, który stał obok nas z dwoma kubkami. Każdemu z nas podał po jednym. Odsunęłam się od przyjaciela.
- Wypijcie coś ciepłego - Uśmiechnął się ciepło. Była to zwykła, gorąca kawa. W ciszy wypiliśmy napój. Gdy skończyłam, uśmiechnęłam się lekko do bruneta, ten zaś odwazjemnił się szerokim uśmiechem. 
- Dziękuję... wam obojgu 
- Nie masz za co dziękować - Rzekł Yuu, kładąc dłoń na moim barku, wciąż szczerząc się. Nagle spuścił głowę, ciężko westchnął i powiedział - Musisz pogadać z lekarzem...
Spojrzałam na podłogę. Wiedziałam, że muszę to zrobić, ale tak bardzo bałam się jego odpowiedzi. Większość osób na moim miejscu biegłaby, by tylko dowiedzieć się prawdy, ja jednak byłam inna. Nie chciałam, by ta chwila nadeszła. Przełknęłam ślinę i pokiwałam głową. 
- Yuu idź już do sammchodu, my zaraz do ciebie przyjdziemy - Oznajmił Takanori. Drugi bezgłośnie zgodził się i poszedł w swoją stronę. Skierowaliśmy się do pokoju lekarza. Grzecznie drżącą ręką zapukałam. Po chwili drzwi się otworzyły:
- Dzień dobry, pani Adachi, tak?
- Zgadza się.. - Szepnęłam
- Zapraszam - Weszłam do pomieszczenia, a Taka został na korytarzu. Nogi miałam jak z waty, ledwo dałam radę usiąść na krześle. Doktor zrobił to samo. Bez zastanowienia zaczął opowiadać:
- Nie jest dobrze, panno Adachi. Pański ojciec przestał walczyć, od samego początku - Czyłam, że zaraz zemdleję. Miałam wrażenie, że wpadam do ciemnej dziury, otoczona mrokiem. Poddał się... przeze mnie...
- Leki przestają powoli działać. Wiem, że to dla pani szok, ale nie chcę robić pani nadziei - Miałam wrażenie, jakby serce przestało mi bić. 
- Nic... nie da... się zrobić? - Ledwo wydukałam
- Pani Adachi... - Lekarz oparł się łokciami o blat biurka - Jest to zaawansowany stan białaczki, rzadko, który pacjent to przeżywa, zwłaszcza, że pański ojciec długo odmawiał leczenia - Mówił coś jeszcze do mnie, lecz nie słuchałam  go. Powiedział mi już za dużo, a raczej prawdę, której tak bardzo się boję. Nagle wtrąciłam mu się w połowie zdania:
- Ile? - Chwilę zastanawiał się nad sensem pytania, potem, gdy zrozumiał, odpowiedział:
-  Kto wie, może tydzień, może trochę więcej - Zakryłam usta, by nie zacząć krzyczeć. Tak mało czasu?! Łzy ciekły mi ciurkiem po policzkach i cicho szlochałam. Do pomieszczenia weszła pielęgniarka.
- Panie doktorze, pacjent z pokoju 189 się obudził - Oznajmiła. Lekarz niewzruszony wstał, chwycił jakąś teczkę i wyszedł. Wciąż nie ruszałam się z miejsca. Kobieta podeszła do mnie:
- Przepraszam bardzo, ale musi pani stąd wyjść - Pomogła mi wstać i odprowadziła do drzwi. Naprzeciwko, oparty o ścianę stał Takanori. Szybko podszedł do mnie, wytarł łzę z mojego policzka.
- Mogę się u ciebie zatrzymać? - Spytałam, patrząc w jego ciemne oczy. 
- Oczywiście! - Obiął mnie i skierowaliśmy się do wyjścia. 
Na zewnątrz oparty o samochód stał Yuu. Założone miał okulary przeciwsłoneczne, a w ustach trzymał zapalonego papierosa. Głowę miał opuszczoną. Gdy tylko podeszliśmy bliżej, zaciągnął się i wyrzucił peta. 
- Wracamy? - Spytał 
- Tak, tylko szybko - Starszy uśmiechnął się i mrugnął do chłopaka. Taka rozejrzał się dookoła, po czym otworzył mi drzwi. Grzecznie wsiadłam, a on zaraz po mnie. Drugi usiadł za kółkiem i po chwili jechaliśmy ulicami zatłoczonego Tokio. Byłam przemęczona, marzyłam tylko o śnie, którego zarazem tak bardzo się bałam. Tchórz ze mnie, prawda? Co chwila strach mnie opanowuje. Położyłam głowę na barku przyjaciela.


***


Ruki
- Jak tylko wrócimy, zrobię ci gorącej herbaty, napewno będzie ci smakować, a może jesteś głodna? Przygotuję parę kanapek, z masłem orzechowym, tak jak lubisz i włączymy jakiś film, co ty na to? Komedia będzie dobrym pomysłem...
- Ruki, ona zasnęła - Przerwał mi Yuu. Zerknąłem na jej twarz. Gdy śpi jest taka niewinna. Ugryzłem się w wargę. Dlaczego w chwili, gdy mnie potrzebuje jestem bezużyteczny? Wyjąłem z kieszeni papierosy:
- Sorry stary, ale muszę zapalić - Powiedziałem, wkładając jednego do ust.
- Śmiało i tak zawsze palicie w moim samochodzie. 
Zaciągnąłem się i pozwoliłem dymowi uspokoić choć trochę mój umysł. Po kilku wdechach zacząłem rozmowę:
- Jak w takich chwili potrafisz jasno myśleć? - Yuu rzucił na mnie okiem przez lusterko, po czym znów skupił się na jeździe:
- Parę razy już byłem w podobnej sytuacji... 
- Straciłeś kiedyś kogoś...? 
- Jak każdy... - Czekałem na szczegóły. Brunet ciężko westchnął i kontynuował, omijając odpowiedź na moje pytanie: - Kiedyś przyjaciółka straciła w wypadku ojca. Spędziłem z nią wiele czasu, by jej pomóc... No i też ciebie wspierałem... - Odwróciłem głowę patrząc gdzieś w dal i zaciągnąłem się mocniej. Skończył opowiadać. Wiedział, że jest to drażliwy temat. Dalszą podróż przesiedzieliśmy w milczeniu. Gdy zatrzymaliśmy się przed moim mieszkaniem, chciałem obudzić Ayako:
- Nie rób tego. - Zabronił mi Yuu - Zabierz walizki, a ja ją zaniosę. - I tak zrobiliśmy. Aoi dorzucił jeszcze parę niepotrzebnych słów: 
- Jak ten kurdupel poradziłby sobie beze mnie - Zaśmiał się pod nosem.  Gdyby nie fakt, że niósł Ayako, chętnie przywaliłbym mu w piszczel. Spiorunowałem go wzrokiem i weszliśmy do środka. Ciągnąłem za sobą niemiłosiernie ciężkie bagaże. Nic dziwnego, że cieszyłem się w duchu, że budynek posiada windę. Po chwili stanęliśmy przed moim mieszkaniem. Szybko odkluczyłem drzwi i weszliśmy do środka. Brunet podszedł do ciemnej kanapy i ostrożnie położył dziewczynę. Zostawiłem niedaleko bagaże i pobiegłem na palcach po koc. Gdy wróciłem, przykryłem ją przyjaciółkę. Pogłaskałem delikatnie ją po głowie:
- Nie wiem ile wytrzymam, widząc ją w takim stanie... - Szepnąłem. 
- Z twoją pomocą w koncu znów zacznie się uśmiechać - Rzekł starszy, przyglądając się nam - Gdy się obudzi, zrób jej coś ciepłego do picia i przynieś też jakieś czekoladki, czy coś. Trochę endorfin jej się przyda - Kiwnąłem głową. - Ja muszę już spadać, trzymaj się - Wyciągnął papierosa i wyszedł z mieszkania. Siedziałem na białej posadzce, tuż obok niej, bojąc się, że zostawiając ją, stanie jej się krzywda. Niepewnie wstałem i poszedłem do kuchni zaparzyć kawy. Uśmiechnąłem się lekko, przypominając sobie szkolne dni. Wtedy ciągle ględziłem o muzyce. Musiałem być bardzo nudny i denerwujący. Chwyciłem swój kubek i usiadłem na fotelu obok Ayako. Nerwowo ruszałem nogą, czekając aż się obudzi. Słychać było tylko tykanie zegara, którego wskazówki mozolnie przesuwały się. Musiałem się czymś zająć, inaczej bym zwariował. Wyszedłem na balkon, by zapalić. Ech, ostatnio coraz częściej palę, przez ten cały stres. Zaciągnąłem się, przyglądając się śniegu. Mimo iż jest połowa stycznia, na dworze  coraz częściej gościło słońce. Jak zwykle, gdy przepełniają mnie emocje, muszę je z siebie wyrzucić i zaczynam pisać. Wypaliłem do końca papierosa, wróciłem do pokoju i chwyciłem za kartki i długopis. Spojrzałem na Ayako. Choć nie widziałem jej tyle czasu, znałem ją i wiedziałem, że obwinia się, za to, że nie odwiedzała ojca. Nie mogła go odwiedzić w momencie, gdy najbardziej jej potrzebował, gdy odchodzi ze świata żywych. Wtedy pomyślałem o sobie. Co bym czuł, gdybym nie mógł odwiedzić ukochaną mi osobę w szpitalu... Słowa piosenki zaczęły same się układać, pisałem, to co dusza mi podpowiadała. Ból i cierpienie umierającej osoby mną kierował. 


W tym liście mogę dostrzec tylko niezrozumiałe słowa

Pragnę Cię ujrzeć i usłyszeć je z Twoich ust

Długopis kreślił następne znaki, gdy nagle przestałem pisać. Karta została poplamiona wodą. Nie, to są moje łzy. Dopiero wtedy spostrzegłem się, że płaczę. Wytarłem szybko twarz i wziąłem łyk kawy. Nagle telefon w mojej kieszeni zawibrował. Sprawdziłem SMS:

" Ruki-san, za godzinę macie próbę, pamiętasz, prawda? Pozdrawiam Sakai"

Wiedziałem, że nici z tej próby. Nie będę w stanie śpiewać, a co dopiero ją zostawić samą. Nie było sensu tłumaczyć się menadżerowi, więc zadzwoniłem do lidera, on prędzej mnie zrozumie.
- Halo? - Usłyszałem głos w telefonie.
- Kai, słuchaj, dzisiaj nie dam rady przyjść na próbę
- Co?! Cholera, nigdy nikt nie ma czasu, a potem dziwić się, że do późna w nocy pracujemy!
- Dzisiaj jest inna sprawa...
- Nic mnie to nie obchodzi, zaraz odejdę z zespołu, dość mam waszych ciągłych wymówek...
- Ojciec mojej przyjaciółki umiera... - Perkusista zamilkł - ... Nie mogę jej zostawić samej...
- Wybacz... nie miałem pojęcia... może przyjść do ciebie?
- Nie, nie trzeba, proszę tylko o jeden dzień wolnego
- Jasne, nie ma sprawy. Wybacz, muszę kończyć, szmatomorda coś mi marudzi
- Nie nazywaj mnie tak! - Usłyszałem drugi głos. 
- Jasne, dzięki za wyrozumiałość - Rozłączyłem się. Zmęczony usiadłem na fotelu. Zamknąłem oczy, i głęboko oddychałem, by się choć trochę zrelaksować. Nagle usłyszałem jakiś dźwięk. Podniosłem jedną powiekę i zobaczyłam Ayako. Siedziała na kanapie, rozglądając się dokoła. Szybko rzekłem:
- Już ci lepiej? - Spojrzała na mnie. Chwilę trwało, zanim mi odpowiedziała:
- Um, trochę lepiej. Gdzie jestem?
- U mnie w mieszkaniu. Napijesz się czegoś?
- Herbaty, dziękuję - Raptownie wstałem i poszedłem do kuchni. Przypomniały mi się słowa Yuu. Otworzyłem lodówkę i znalazłem w niej parę Kit-Katów. Dlaczego Akira ciągle zostawia u mnie swoje rzeczy?! Wyjąłem je, w drugą rękę chwyciłem kubek z herbatą i wróciłem do przyjaciółki. Ayako otuliła się kocem i rozglądała się dookoła. 
- Dziękuję. Ładnie tutaj -Rzekła.
- Ta? - Usiadłem obok niej. Położyła  głowę na moim torsie. 
- Kto mnie przyniósł? 
- Oczywiście, że ja - skłamałem
- Nie wierze. Jesteś za mały.
- I kto to mówi?! Przecież jesteśmy równi! - Zaskoczona spojrzała mi w oczy
- Serio? 
- Tak - Wyprostowałem się dumnie. Gdy byliśmy dziećmi zawsze przewyższała mnie. Bogu dzięki, że się to zmieniło. 
- Jak ja mogłam zniżyć się do twojego poziomu? - Zaśmiałem się pod nosem, a na jej twarzy zagościł niewielki uśmiech.
- Yuu nie chciał cię budzić, więc cię zaniósł - Odpowiedziałem. Wzrokiem wskazałem jej batony - Zjedz parę, ja za nimi nie przepadam, więc się zmarnują
- O smaku kasztanów? - Spojrzała na jeden z batonów.
- To Akira ciągle kupuje nowe i potem u mnie zostawia - Wytłumaczyłem się.
- Akira? 
- Przyjaciel z zespołu
- A więc jednak udało ci się spełnić marzenie? - Zdziwiłem się, że o niczym nie słyszała.
- Taa - Nie miałem ochoty opowiadać o wszystkim. Może i spełniłem swoje marzenie, ale nie jest one takie, jak sobie wyobrażałem.
- To wspaniałe... - Rzekła i wzięła łyk herbaty. Zapadła cisza. Nagle wpadłem na pewien pomysł. Pobiegłem do sypialni, gdzie znajdowały się wszystkie moje płyty. Wybrałem odpowiednią, uśmiechając się lekko. Wróciłem do salonu i włączyłem muzykę. Pokój ogarnął dobrze znana nam melodia. Ayako zdumiona odłożyła kubek i spojrzała mi w oczy. 
- Storm... - Wyszeptała. Uśmiechnąłem się szczerze, ciesząc się, że zapamiętała ten kawałek. Pokazałem jej okładkę.
- Pamiętasz?
- Oczywiście. Jak mogłabym zapomnieć twojego skowytu dziecięcej radości
- Przecież wiesz, że uwielbiam Luna Sea - Skarciłem ją w żartach. Wsłuchaliśmy się w melodię. Po chwili usiadłem obok niej i oboje zamknęliśmy oczy, tak jak 8 lat temu. Nagle poczułem, jak Ayako chwyta moją dłoń. Przeszedł mnie dreszcz. Nie był on przyjemny, lecz chłodny i kujący. Te chwile, które spędziliśmy razem dotkliwie mnie bolały. Tęskniłem za nią, nasze rozstanie było nagłe i nieuniknione. Oboje wiedzieliśmy, że nasze uczucia będą blednąć, aż w końcu się rozpłyną. Ucałowałem ją delikatnie w głowę:
- Cieszę się, że wróciłaś...
- Tak... wróciłam, braciszku -  Tylko to pozostało w nas - bratnia miłość. W ciszy czekaliśmy na zakończenie płyty. Wtedy Ayako rzekła
- Puść mi jakiś twój utwór - Z grymasem na twarzy spojrzałem jej w oczy. Bezgłośnie błagałam ją o zmianę prośby.
- No dalej, chcę posłuchać, jak beznadziejny jesteś - Spiorunowałem ja wzrokiem i wszedłem do swojego biura. Znajdowało się tam łóżko, biurko z dużą ilością kartek, czystych lub pokreślonych, tablica z wieloma wiadomościami i pomysłami oraz szafka z, skończonymi lub nie, płytami. Niedługo jest premiera naszego drugiego albumu, wciąż kilka piosenek musi zostać nagranych lub poprawionych, ale myślę, że właśnie go jej pokażę. Wróciłem i włączyłem piosenkę. Uważnie wsłuchiwała się w melodię. Był to jeden z naszych spokojniejszych kawałków. 
- Fajna, wpada w ucho - Uśmiechnąłem się lekko - Długo ćwiczyłeś?
- Nie, nie potrzebuję tyle czasu, co reszta.
- Aż tak dobry jesteś? 
- Po prostu nie ma w tym wielkiej filozofii. Staram się jak najlepiej oddać swoje uczucie.
- Rozumiem. A kto zajął się wokalem? - Zdziwiło mnie to pytanie.
- No, przecież to ja śpiewam - Ayako zachłysnęła się herbatą. Wybuchłem śmiechem, aż brzuch mnie rozbolał.
- Jak to? Przecież grałeś na perkusji?
- Tak, ale zrezygnowałem dla wokalu. A co, źle?
- Nie, ładnie śpiewasz... Nie wierzę, że to ty, zawsze chrypiałeś - Zaśmiała się, widząc mój grymas na twarzy
- Trening czyni mistrza. I nie chrypiałem gorzej od ciebie! 
- Fakt, mnie nie trudno przebić. Jak nazywa się piosenka?
- D.L.N.
- Ale  beznadzieja~ - Specjalnie przedłużyła ostatnie słowo.
- To skrót od Dark Long Night. Tekst jest o osobie, która straciła wzrok
- Zawsze wymyślałeś smutne historie - Rzekła, wygodnie kładąc się na kanapie. Usiadłem na fotelu:
- Bo życie jest jedną, bolesną historią... - Gdy tylko piosenka się skończyła, wstałem i schowałem płytę do pudełka. Byłem zbyt zmęczony, by wypytywać ją o te 8 lat. Wiedziałem też, że nie odpowiadałaby mi z radością. Musiałem szybko wymyślić jakiś pomysł na spędzanie czasu.